Lipiec 20 2018 05:15:03
Nawigacja
· Strona główna
· Dokumenty szkolne
· Linki
· Galeria zdjęć
· Dziennik elektroniczny
· Kalendarz Roku Szkolnego 2017 / 2018
· Grono Pedagogiczne
· Szkoła Promująca Zdrowie
· Artykuły
· Godziny pracy pedagoga
· Konkursy przedmiotowe
· Samorząd Szkolny
· Zawody sportowe - terminy
· Szkoła Podstawowa
Aktualnie online
· Gości online: 3

· Użytkowników online: 0

· Łącznie użytkowników: 5,880
· Najnowszy użytkownik: anghon4gwp
Zawody pływackie

W dniu 25.11.2013 na pływalni "Wodnik" w Paniówkach odbyły się zawody gminne w pływaniu o puchar Wójta Gminy Gierałtowice. W zawodach startowali nasi uczniowie z klas I-III. Każdy startujący uczeń podczas zawodów reprezentował barwy swojego Gimnazjum. Najlepszą zawodniczką została Mandziej Angelika za konkurencję 50 m st. dowolnym z czasem 33.44. Jest to uczennica klasy I.

Ogólnie zdobyliśmy 24 medale, w tym: 11 złotych, 5 srebrnych oraz 8 brązowych. Po dwa złote medale zdobyły: Mandziej Angelika, Widuch Kamila oraz Biskup Kinga. Po jednym złotym medalu zdobyli:Wilczek Michalina, Stawiarska Marta, Legęcki Bartłomiej, Klecha Mateusz. Szczegółowe wyniki można zobaczyć w komunikacie.

WSZYSTKIM ZAWODNIKOM SERDECZNIE GRATULUJEMY i DZIĘKUJEMY ZA UDZIAŁ W ZAWODACH!

WOJEWÓDZKIE KONKURSY PRZEDMIOTOWE

Poniżej zamieszczono regulaminy Wojewódzkich Konkursów Przedmiotowych dla uczniów szkół podstawowych i gimnazjów województwa śląskiego w roku szkolnym 2013/2014. W załącznikach można znaleźć zakres wiedzy i umiejętności oraz wykaz proponowanej literatury do każdego etapu konkursu.

Informacja o konkursach

Terminarz konkursów

 Powodzenia!

Kazimierz

W TRZY DNI DOGONIĆ PRZESZŁOŚĆ

czyli o zamkach, wąwozach i innych perełkach

województwa świętokrzyskiego

Ujazd, Sandomierz, Poniatowa, Kazimierz Dolny, Janowiec, Nałęczów, Puławy. Brzmi dość intensywnie jak na program trzydniowej wycieczki i na pewno dla wielu osób byłby to plan niemożliwy do zrealizowania. Ale nie dla gimnazjalistów z Przyszowic, którzy nie takim wyzwaniom dawali już radę.

14 maja 2013 roku, piękny słoneczny dzień. O godzinie 645 przed przyszowickim gimnazjum zaczęło robić się tłoczno. Chłopcy z górskimi plecakami i dziewczyny zaopatrzo-ne w ogromne walizki czekali na przyjazd autokaru. Wśród nich byłam też ja. Mój bagaż był zdecydowanie mniejszy od ekwipunku moich koleżanek, ale według mnie i tak wydawał się o wiele za ciężki jak na to, co się w nim znajdowało. Wreszcie około 700 pod szkołę podjechał nasz środek transportu. Panie opiekunki sprawdziły tylko listę obecności i mogliśmy wsiadać. Po wszechobecnym śmiechu i rozpromienionych twarzach można było wnioskować, że dob-rego humoru nikomu nie brakuje. Trudno się dziwić; perspektywa trzydniowej wycieczki do Kazimierza Dolnego przy tak pięknej pogodzie na pewno zadowoliłaby każdego.

Rok w kryształowych lustrach odbity

W podróży spędziliśmy prawie 6 godzin. Siedzenie przez tyle czasu w jednym miejscu dla większości okazało się zbyt trudnym zadaniem. Każdy próbował urozmaicić sobie czas jak tylko mógł: zaczęło się od słuchania muzyki, a skończyło na sesji fotograficznej, która w kilku przypadkach zajęła w pamięci aparatu więcej miejsca niż zdjęcia z samej wycieczki. Ci mniej wytrwali po morderczej walce z opadającymi powiekami w końcu się poddali i ucięli sobie kilkugodzinną drzemkę. Około godziny 1400 autokar nareszcie się zatrzymał. Dojechaliśmy do Ujazdu, gdzie ród Ossolińskich zamieszkiwał kiedyś piękny pałac Krzyż-topór. Niestety dziś zamek jest w stanie ruiny, ale to nie przeszkodziło nam w zwiedzaniu. Razem z panią przewodnik spacerowaliśmy po dawnych komnatach, których według legendy było tyle, ile tygodni w roku, okien tyle, ile dni, a sal wielkich tyle, ile miesięcy. Oprócz tego w stajni znajdowały się kiedyś kryształowe lustra, a w jednej z wież między dwoma piętrami było umieszczone akwarium, które goście mogli podziwiać i z dołu, i z góry. Te wszystkie ciekawe, choć raczej nieprawdopodobne historie bardzo nam się spodobały, zresztą tak samo jak cały pałac. Przed wyjazdem zrobiliśmy jeszcze kilka zdjęć i mogliśmy ruszać w dalszą drogę.

Żywe umarlaki i krwiopijcy w Sandomierzu! A co na to ksiądz Mateusz?!

Ucieszeni tym, że pierwszy punkt wycieczki już za nami, spodziewaliśmy się, że do Sandomierza dojedziemy raz dwa. Jak się okazało, nie mogliśmy bardziej się mylić. W autokarze przesiedzieliśmy kolejną godzinę. Po tym czasie wreszcie dojechaliśmy. Na star-cie nikt nie wiedział o Sandomierzu nic oprócz tego, że kręci się tam „Ojca Mateusza”. Nasze wychowawczynie nie mogły pozwolić na zachowanie takiego stanu rzeczy i obiecały, że pani przewodnik na pewno wbije nam do głów coś więcej. Na rozgrzewkę weszliśmy do muzeum, w którym eksponatami były średniowieczne zbroje, armaty i inne tego typu niebezpieczne za-bawki. Jednak atrakcją dnia okazał się pan, który opowiadał nam o bitwach i rycerzach. Był tak zabawny, że po jego występie wszystkich ze śmiechu bolały brzuchy. Rycerze piszący SMS-y czy damy pudrujące noski w najmniej odpowiednich sytuacjach, owszem, były śmieszne, ale stwierdzenie „Czujesz zdjęcie w zbroi z podbitym okiem wrzucić na fejsa i ustawić jako profilowe?” kompletnie mnie rozbroiło.

Po wizycie w muzeum wyszliśmy na rynek i spotkaliśmy się z panią przewodnik, która miała nas oprowadzić po Sandomierzu. Razem weszliśmy na Wieżę Opatowską, skąd było widać całe miasto. Wysłuchaliśmy opowieści o księżniczce, której zwłoki po śmierci się nie rozłożyły. Dowiedzieliśmy się, że ciało można obejrzeć w jednej z sandomierskich bazylik. Niektórych tak to zainteresowało, że chcieli ją odwiedzić, ale niestety przy naszym bardzo napiętym programie nie mogliśmy wygospodarować na to ani chwili. Zaraz potem zeszliśmy na dół i poszliśmy do jednego z pobliskich kościółków, a później przespacerowa-liśmy się wąwozem lessowym. Niestety przechadzka nie należała do najprzyjemniejszych, bo komary gryzły jak szalone. Trzeba przyznać, że tylko chorzy na głowę chodzą późnym popołudniem po ciemnych głębokich rowach (bo tak to można nazwać), ale grzechem byłoby nie zobaczyć tego cudu natury. Wielu z nas jako pamiątkę po wycieczce przywiozło do domu kilka swędzących bąbli, ale wszyscy zgodnie uznali, że było warto. Na koniec, po powrocie na rynek, dostaliśmy jeszcze w prezencie godzinę do własnej dyspozycji. Kupowaliśmy lody, gofry i przede wszystkim prowiant na następny dzień. Zrobiliśmy też kilka wspólnych zdjęć. Resztę czasu przesiedzieliśmy na ławkach, dając odpocząć nogom.

Po udanym, ale męczącym dniu nastawiliśmy się na przejazd do schroniska. Jednak czekała nas miła niespodzianka. W ramach bonusu od biura podróży mogliśmy spędzić jedną noc w trzygwiazdkowym hotelu w miejscowości Poniatowa. Na tę wiadomość w autokarze rozległy się piski i radosne okrzyki, podobne do tych, jakie wydobywaliby z siebie kibice piłki nożnej gdyby polska reprezentacja zdobyła mistrzostwo świata. A to przecież tylko jed-na noc. Jedna, ale za to jaka! Kolacja z deserem, trzyosobowe pokoje z telewizorem, no i naj-ważniejsze: puchowe kołdry, poduszki i mięciutkie materace. Następnego dnia aż chciało się zwiedzać dalej.

Zamek bez tajemnic

Zaraz po śniadaniu i wymeldowaniu się z hotelu wsiedliśmy do autokaru i pojecha-liśmy do Janowca. Po drodze zahaczyliśmy jeszcze o Górę Trzech Krzyży w Sandomierzu i tamtejsze Sanktuarium Zwiastowania. Później już prosto do Janowca. Znajdują się tam ruiny zamku, który kiedyś należał do rodziny Firlejów. Poznaliśmy jego historię bardzo dokładnie, bo pani przewodnik zamówiła dla nas lekcję muzealną. Starsza pani pracująca w muzeum przygotowała dla nas pytania, które losowaliśmy po obejrzeniu całego obiektu. Nikt nie mógł się wywinąć od odpowiedzi, więc od razu wyszło na jaw, kto uważał, a kto nie.

Kazimierz zawsze piękny: i w dzień, i w nocy!

W drugiej części dnia naszym celem był Kazimierz Dolny. Zaraz po przyjeździe do schroniska skierowaliśmy się w stronę centrum, zostawiając zakwaterowanie na później. Podczas długiego spaceru krętymi uliczkami podziwialiśmy stare kamienice i kościółki. Weszliśmy też do kolejnego wąwozu lessowego, ale chmary komarów nie pozwoliły nam długo tam zabawić. Na końcu doszliśmy do rynku. Jak to w każdym miasteczku, wokół placu było mnóstwo kawiarni, cukierni i sklepów z pamiątkami. Panie opiekunki pozwoliły nam przez godzinę pospacerować i załatwić własne potrzeby. Tak jak dzień wcześniej przeważało jedzenie lodów i przesiadywanie na ławeczkach, dużo osób kupiło też drobne upominki. Punktem obowiązkowym stał się drożdżowy kogut, który wiąże się z legendą i jest symbolem Kazimierza Dolnego. Po upływie wyznaczonego czasu wróciliśmy do schroniska. Tego dnia czekała na nas jeszcze jedna niespodzianka. Późnym wieczorem mogliśmy jeszcze raz pójść na rynek i zobaczyć miasto nocą. Wiele osób skorzystało z tej możliwości. Nocna wyprawa była świetną okazją do zrobienia kolejnej sesji. Jak wiadomo, nocą wszystko jest dziwniejsze niż w dzień, a my chyba podświadomie chcieliśmy to pokazać. Na zdjęciach pojawiały się fikuśne pozy, dziwne miny, a przede wszystkim dużo, dużo uśmiechu. W drodze pow-rotnej do schroniska szliśmy brzegiem Wisły, podziwiając piękne widoki.

Po powrocie nikomu nie przyszło do głowy, żeby pójść spać. Chętni mogli obejrzeć film w telewizorze, który znajdował się na korytarzu, a reszta przesiadywała w swoich pokojach. Rozmowy nie ustawały do północy. Karty poszły w ruch, a chichoty wydawały się być głośniejsze niż za dnia. To właśnie dlatego byliśmy zmuszeni o 2400 zgasić światło.

Z Prusem w cieniu drzew

Trzeciego, ostatniego dnia naszej wycieczki po śniadaniu wymeldowaliśmy się ze schroniska i pojechaliśmy w stronę Nałęczowa. Tak samo jak w przypadku Sandomierza głównym skojarzeniem był „Ojciec Mateusz”, tak tutaj na myśl przychodziła tylko woda mineralna „Nałęczowianka”. Dzięki wizycie w muzeum Bolesława Prusa dowiedzieliśmy się, że bardzo lubił tą miejscowość. Często w niej przebywał w związku z chorobą serca, bo Nałęczów jest słynnym uzdrowiskiem. Kiedy przyjeżdżał, spacerował po parku, który jest tam do dzisiaj. Dla wielu osób było zaskoczeniem, że tak naprawdę nie nazywał się Bolesław Prus, tylko Aleksander Głowacki. Ale przynajmniej wszyscy będą odtąd kojarzyć tę miejscowość nie tylko z wodą, ale też z uzdrowiskiem i pisarzem, Aleksandrem Głowackim. Po zwiedzeniu muzeum wstąpiliśmy jeszcze do pijalni czekolady, zobaczyliśmy źródełko miłości i kupiliśmy sobie po gałce lodów. Następnie autokarem dojechaliśmy do Puław, ostatniego punktu naszej wycieczki.

Puławy, ach te Puławy!

Zamek w Puławach został wybudowany przez rodzinę Czartoryskich. Kiedy go zoba-czyłam, od razu wydał mi się podobny do warszawskiego Wilanowa. Akurat ten zabytek był zachowany w całości, nie tak jak Krzyżtopór czy zamek w Janowcu, co było miłą odmianą. Zwiedziliśmy salony, sypialnie, łazienki, kuchnię, bibliotekę i pokój myśliwski, a były to tylko niektóre z licznych pomieszczeń. Bogaty wystrój sprawił, że sami czuliśmy się jak królowie. Tak czy owak, byliśmy już zbyt zmęczeni, żeby okazać nasz zachwyt, więc pani przewodnik zlitowała się nad nami, o wszystkim opowiedziała nam po krótce i dzięki temu mogliśmy szybciej wrócić do autokaru. Kiedy od naszych wychowawczyń dowiedzieliśmy się, że pójdziemy jeszcze do dwóch muzeów, nogi się pod nami ugięły. Po długich namowach daliśmy się przekonać, wychodząc z założenia, że im dłużej będziemy narzekać, tym później dojedziemy do domu. Przecież i tak będziemy musieli zrobić to, co panie opiekunki nam każą. Chcieliśmy to mieć jak najszybciej za sobą, więc wstaliśmy ociężale i powlekliśmy się stronę stajni. Wystawa wozów i siodeł, choć bardzo bogata, nie zrobiła na nas wielkiego wrażenia. Brak naszego zainteresowania przyspieszył przejście do drugiego muzeum, gdzie można było zobaczyć komunistyczne dzieła sztuki. Tutaj było trochę ciekawiej, ale i tak dla nas zbyt mało atrakcyjnie. Być może dlatego, że tego typu wystawy z reguły nie przyciągają młodzieży. Po krótkiej przebieżce przez cały obiekt nareszcie wyszliśmy na zewnątrz i skierowaliśmy się w stronę autokaru.

patrzeć jak wszystko zostaje w tyle…

W drodze powrotnej nikt nie był już tak żywy jak wtedy, gdy jechaliśmy do Kazi-mierza. Prawie wszyscy przespali całe 6 godzin. Ci, którzy dzielnie wytrwali, w milczeniu wyglądali przez okno albo przeglądali zdjęcia zrobione w ciągu wszystkich trzech dni. Nawet się nie obejrzeliśmy, jak byliśmy z powrotem w Przyszowicach. Na parkingu przed szkołą czekali już na nas rodzice, przewidując, że po przyjeździe będziemy nie do życia i z pewnością nie damy rady na piechotę dojść do domu. Podziękowaliśmy paniom opie-kunkom i panu kierowcy, a później każdy z nas marzył już tylko o ciepłej kąpieli, poduszce i ewentualnie szklance gorącego mleka.

Krótko mówiąc, nie mogłabym wymarzyć sobie lepszej wycieczki. Jechać do tak pięknego regionu z tak wspaniałymi kolegami to czysta przyjemność. Stwierdzam, że do zdobytych miejsc wszyscy możemy zaliczyć całe województwo świętokrzyskie razem z najbliższą okolicą. Co dalej? Może Paryż?

Monika Skrobol

ŚLĄSKIE GODY 2013

Gmina Gierałtowice oraz Gminny Ośrodek Kultury w Gierałtowicach zorganizowali konkurs dla dzieci i młodzieży ze Zespołów Szkolno - Przedszkolnych w Gierałtowicach, Przyszowicach, Chudowie i Paniówek, dnia 15 czerwca 2013 roku, podczas Śląskich Godów. Konkurs zorganizowany był w dwóch kategoriach: Szkoły Podstawowe i Gimnazja, gdzie pieczę sprawowała komisja oceniająca młodych wykonawców. Pani Beata Stawowy przygotowała uczniów I kategorii z klasy Vb Anetę Skrobol, a z II kategorii Adriannę Saporek z klasy Ib. Komisja konkursowa oceniła naszych wykonawców następująco: Anetę Skrobol II miejscu, Adriannę Saporek na III miejscu w Gminie Gierałtowice.

Obydwie wykonawczynie zostały zaproszone na Koncert Galowy EDU – RAJ, który odbędzie się 30 czerwca w Parku Joanny w Paniówkach.

Elżbieta Bylica, uczennica klasy Ib Zespołu Szkolno – Przedszkolnego w Przyszowicach, dnia 16 czerwca, w drugi dzień obchodów Śląskich Godów 2013, uświetniła imprezę swoją wspaniała grą na skrzypcach elektrycznych. Gratulujemy wspaniałych występów wszystkim wykonawczyniom z Przyszowic !!!Zobacz zdjęcia.

Sprawozdanie sporządziła:

Beata Stawowy

Podręczniki

Informujemy, iż w panelu bocznym znajdziecie WYKAZ PODRĘCZNIKÓW NA ROK SZKOLNY 2013/2014

Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Wygenerowano w sekund: 0.02 1,456,417 unikalne wizyty